O unikaniu bólu w karku, dzięki prowadzeniu na linie.

Używanie lin do kontroli spławianego kanu przez płynące wody jest starą sztuką, która stanowi niezłą alternatywę w stosunku do przenoski. W momencie gdy odkryjesz potencjał tej metody, może się okazać że przeciągasz liną bystrza, zamiast urządzać przenoskę (jak dotąd robiłeś).

Na początku potrzebujesz linki. Średnica sznura powinna być dość gruba, by pewnie go chwytać: 1/4 do 1/2 cala plecionej pływającej liny powinno wystarczać. Długość tej liny zależy od rzeki i oczywiście osobistych preferencji. Krótsze linki są łatwiejsze w oporządzaniu, ale może się zdarzyć że zabraknie ci ich do chwytu gdy łódka będzie uciekać.

Cofka – cicha przystań w mikserze, czyli ujarzmienia sinej wody ciąg dalszy.

Po lekturze poprzednich numerów WIOSŁA potrafimy dokonać kontr, obrotów, naciągnięć kanadyjki. Potrafimy również wykorzystać nurt promując się. „Nadeszła wiekopomna chwila”, aby zwieńczyć nabyte umiejętności w złożonych manewrach, do których zaprzęgniemy cofkę.

Szczęśliwym zbiegiem okoliczności w poprzednim numerze (WIOSŁO nr 3/2003), w artykule „Zejście na wodę” Tomasz Kukuła opisał na czym polega zjawisko cofki. Z takim samym fenomenem spotykamy się na wodzie sinej.

Promuj się kto może, czyli ujarzmienia sinej wody ciąg dalszy. Promowanie - słowo, które ostatnio zrobiło oszałamiającą karierę, onegdaj, gdy było pozbawione znamion merkantylizmu, znaczyło dla kajakarza jedynie wykonywanie manewru polegającego na wiosłowaniu w górę rzeki, tak aby przemieszczać się prostopadle do nurtu na stałej wysokości względem brzegów.

Często podczas spływu po rzece spotykamy się z koniecznością przepłynięcia na drugi brzeg. Przeważnie czynimy to w zgodzie z nurtem, mijamy przykosy, odmuliska, przemiały, spowalniające cofki przy wewnętrznych stronach meandrów.

Sina woda, cóż to takiego? Może biała, może dzika... ale sina? Tytuł trochę tajemniczy, mam nadzieję, że nie spłoszy szuwarowców dwoma "w", ale zachęci do przeczytania.

Nie piszę tu o pływaniu po dzikiej rzece, na tę zejdą nieliczni, chcę tu napisać o czymś co czyha na kajakarza nizinnego, o czymś co trudno nazwać biała wodą, ale i z pewnością nie jest wodą spokojną. Sina woda (SW) czai się na nizinnych rzekach w  cofkach za  przeszkodami,  za tamami poprzecznymi, drzemie w bystrzach pod mostami i przy starych młynach, wysuwa pazury w odwojach za progami,  porohami,  wpycha silnym prądem pod zwalone drzewa, wstrzymuje nas dużą falą i wiatrem na jakimś banalnym jeziorze.

Suita jest pokłosiem testu kanadyjki Symfonia 16 zamieszczonego parę lat temu w magazynie WIOSŁO. Tekst trafił do "szuflady", poleżał i przyszła wreszcie pora, aby ujrzał światło dzienne. Powód jest zresztą znakomity – nowa odsłona kanu.pl, którą zawdzięczamy Myszoorowi. Po przeredagowaniu rzecz przedstawia się następująco.

Do napisania kilku słów na temat związany z testem Symfonii 16 skłoniło mnie ostatnie zdanie komentarza, które brzmiało: " ... że może to i dobrze, że ona tak trzyma kierunek, bo na początku w kanadyjce najtrudniej jest sprawić, by płynęła prosto".

Otóż nie sądzę, aby sama z siebie płynęła prosto. Praktycznie płaskodenna konstrukcja będzie miała naturalną tendencję do ześlizgów – to zjawisko i mechanizmy nań się składające postaram się przybliżyć Czytelnikowi poniżej.

W przypadku przemieszczającego się w wodzie kadłuba pierwszym istotnym czynnikiem jest kształt jego podwodnej części. Drugim – prąd rzeki, który na rzece nizinnej jest zaniedbywany lub wręcz lekceważony, a który, jak wynika to z relacji pierwszego testera: "miotał krową po krzaczorach" lub wystawiał na próbę tężyznę fizyczną załogi (zwłaszcza sternika). Trzecim aspektem, widocznym zwłaszcza w przypadku drugiego testera, było znaczne przeciążenie na rufie. Przeanalizuję te czynniki z osobna, potem je złożę na płynącej wodzie i wyciągniemy jakieś wnioski, które wzbogacą naszą wiedzę o technice pokonywania zakrętów obciążoną łódką na krętej, nizinnej rzece. Niby łatwej, jednak nie do końca.

Tym artykułem (pierwotnie ukazał się w magazynie "Wiosło") rozpoczynamy publikację cyklu materiałów poświęconych technice pływania kanu. Autorowi - Krzysztofowi Dropowi - należą się tu duże podziękowania za zgodę na ich wykorzystanie na www.Kanu.pl :)

Pływanie na kanadyjce turystycznej to głównie przyjemność zespołowa. Sternik i szlakowy wspólnymi siłami prowadzą łódź i sukces bezpiecznego i dobrego płynięcia zależy od umiejętności współdziałania. Tworząc osadę stanowimy jedno. Ortodoksi twierdzą, że nie ma tu miejsca na indywidualność - na łodzi nie ma żony, córki, kumpla, dziewczyny są sztywno przypisane role sternika i szlakowego, a kierowanie łodzią jest mistycznym przeżyciem w którym łódź, wioślarze i rzeka zlewają się w jeden stan wędrującego ducha. Niestety stan taki odmierzany tylko miarowymi uderzeniami wioseł osiągają tylko Wielcy Mistrzowie Wiosła (WMW).

WMW Sternik - jest odpowiedzialny za osadę, jego wiosło nie błądzi w wodzie - każde pociągnięcie jest przepojone głębokim sensem. Zdecydowany na przeszkodach, rozwiązanie widzi jeszcze przed napłynięciem.

WMW Szlakowy - cichy, pokornego serca, ufa sternikowi, nie konkuruje z nim ale wspiera. Na ułamki sekund przed próbą wypowiedzenia komendy przez sternika wykonuje odpowiedni manewr. Silniejszy i lżejszy od sternika, potrafiący wiosłować ciągle godzinami.