Sina woda, cóż to takiego? Może biała, może dzika... ale sina? Tytuł trochę tajemniczy, mam nadzieję, że nie spłoszy szuwarowców dwoma "w", ale zachęci do przeczytania.

Nie piszę tu o pływaniu po dzikiej rzece, na tę zejdą nieliczni, chcę tu napisać o czymś co czyha na kajakarza nizinnego, o czymś co trudno nazwać biała wodą, ale i z pewnością nie jest wodą spokojną. Sina woda (SW) czai się na nizinnych rzekach w  cofkach za  przeszkodami,  za tamami poprzecznymi, drzemie w bystrzach pod mostami i przy starych młynach, wysuwa pazury w odwojach za progami,  porohami,  wpycha silnym prądem pod zwalone drzewa, wstrzymuje nas dużą falą i wiatrem na jakimś banalnym jeziorze.

Jakimi kryteriami kierować się w wyborze namiotu odpowiedniego na wodną wędrówkę?

Kanu jest nie tylko łódką, kanu jest sposobem na włóczęgę, wodną włóczęgę. Włóczęga może mieć formę jednodniowego spaceru bądź wielodniowej wędrówki. W tym drugim wypadku trzeba się odpowiednio wyposażyć, między innymi w odpowiedni sprzęt noclegowy.

Można spać pod gołym niebem. Można zorganizować sobie legowisko z kanu i tarpa. Najczęściej jednak korzysta się z namiotu. Każdy rodzaj wędrówki ma swoje specyficzne wymagania i ograniczenia w doborze namiotu. Czym innym będzie się kierował piechur, czym innym rowerzysta, czym innym kajakarz a jeszcze czymś innym kanuista.

Suita jest pokłosiem testu kanadyjki Symfonia 16 zamieszczonego parę lat temu w magazynie WIOSŁO. Tekst trafił do "szuflady", poleżał i przyszła wreszcie pora, aby ujrzał światło dzienne. Powód jest zresztą znakomity – nowa odsłona kanu.pl, którą zawdzięczamy Myszoorowi. Po przeredagowaniu rzecz przedstawia się następująco.

Do napisania kilku słów na temat związany z testem Symfonii 16 skłoniło mnie ostatnie zdanie komentarza, które brzmiało: " ... że może to i dobrze, że ona tak trzyma kierunek, bo na początku w kanadyjce najtrudniej jest sprawić, by płynęła prosto".

Otóż nie sądzę, aby sama z siebie płynęła prosto. Praktycznie płaskodenna konstrukcja będzie miała naturalną tendencję do ześlizgów – to zjawisko i mechanizmy nań się składające postaram się przybliżyć Czytelnikowi poniżej.

W przypadku przemieszczającego się w wodzie kadłuba pierwszym istotnym czynnikiem jest kształt jego podwodnej części. Drugim – prąd rzeki, który na rzece nizinnej jest zaniedbywany lub wręcz lekceważony, a który, jak wynika to z relacji pierwszego testera: "miotał krową po krzaczorach" lub wystawiał na próbę tężyznę fizyczną załogi (zwłaszcza sternika). Trzecim aspektem, widocznym zwłaszcza w przypadku drugiego testera, było znaczne przeciążenie na rufie. Przeanalizuję te czynniki z osobna, potem je złożę na płynącej wodzie i wyciągniemy jakieś wnioski, które wzbogacą naszą wiedzę o technice pokonywania zakrętów obciążoną łódką na krętej, nizinnej rzece. Niby łatwej, jednak nie do końca.

Pływając wodnymi szlakami możemy na trasie spotkać drewniane kanadyjki, na które spoglądamy z zachwytem, niekiedy z oczarowaniem, ale może też i z zazdrością.

Widzimy przepływającą kanadyjkę i przyglądamy się wioślarzowi, który subtelnie i z doskonałym wyczuciem prowadzi ją po wodzie. Każdy ruch jest majestatyczny i wyniosły, wyglądają jak idealnie dobrana para tańcząca na tafli wody. Może nam wtedy nasunąć się myśl: czy nie warto byłoby zbudować sobie taką łódź?

Technologia budowania drewnianej kanadyjki metodą przekładkową stawia wiele wyzwań. Każdy, kto zdecyduje się na budowę, powinien uzbroić się w cierpliwość i być wytrwałym. Pamiętajmy, że łódki te wyglądają jak wyczarowane z drewna. Postaram się przybliżyć, w jaki sposób możemy stać się właścicielem drewnianej kanadyjki.

Tym artykułem (pierwotnie ukazał się w magazynie "Wiosło") rozpoczynamy publikację cyklu materiałów poświęconych technice pływania kanu. Autorowi - Krzysztofowi Dropowi - należą się tu duże podziękowania za zgodę na ich wykorzystanie na www.Kanu.pl :)

Pływanie na kanadyjce turystycznej to głównie przyjemność zespołowa. Sternik i szlakowy wspólnymi siłami prowadzą łódź i sukces bezpiecznego i dobrego płynięcia zależy od umiejętności współdziałania. Tworząc osadę stanowimy jedno. Ortodoksi twierdzą, że nie ma tu miejsca na indywidualność - na łodzi nie ma żony, córki, kumpla, dziewczyny są sztywno przypisane role sternika i szlakowego, a kierowanie łodzią jest mistycznym przeżyciem w którym łódź, wioślarze i rzeka zlewają się w jeden stan wędrującego ducha. Niestety stan taki odmierzany tylko miarowymi uderzeniami wioseł osiągają tylko Wielcy Mistrzowie Wiosła (WMW).

WMW Sternik - jest odpowiedzialny za osadę, jego wiosło nie błądzi w wodzie - każde pociągnięcie jest przepojone głębokim sensem. Zdecydowany na przeszkodach, rozwiązanie widzi jeszcze przed napłynięciem.

WMW Szlakowy - cichy, pokornego serca, ufa sternikowi, nie konkuruje z nim ale wspiera. Na ułamki sekund przed próbą wypowiedzenia komendy przez sternika wykonuje odpowiedni manewr. Silniejszy i lżejszy od sternika, potrafiący wiosłować ciągle godzinami.

Za pomocą dłuta, narzędzi do szlifowania i własnych rąk, Stanisław “Siachu” Smerecki buduje w Dziuplinie kajaki i łódki

Klub wariatów od kanoeMogą być z drzewa świerkowego lub cedrowego. Sportowe kanadyjki (łódź z jednym wiosłem, w której siedzi się lub klęczy), turystyczne kajaki, czy śliczne kanoe, budowane na wzór łodzi indiańskich. Po opuszczeniu warsztatu Stanisława Smereckiego, pływają po rzekach Polski i świata.

Tak się zaczęło

- Mieszkałem w Olsztynie, nad jeziorem – rozpoczyna swą opowieść pan Stanisław. - Tam, gdzie kończył się ogród, zaczynało się jezioro. Wszystkie dzieci musiały nauczyć się pływać, albo nie przeżywały (śmiech). Łódek nie mieliśmy, ale znaleźliśmy niemiecką ocynkowaną metalową balię. Zrobiliśmy z niej coś na podobieństwo łódki. Wypłynęliśmy tym na środek jeziora i... utopiło się.