W rok po wyprawie na Biebrzę gościmy znowu w znajomych okolicach. Towarzyszy nam kanadyjski przyjaciel, z którym przemierzałem onegdaj ostępy Algonquin Park. Ubiegłoroczna Biebrza wywarła tak sympatyczne wrażenie, że właśnie tam chcieliśmy zaciągnąć przybysza zza Oceanu.

Plany są zmienione - zamiast powtarzać znaną już trasę od Lipska n/Biebrzą do Goniądza i dalej, postanawiamy wyruszyć znad Jeziora Drestwo koło Rajgrodu, spłynąć Jegrznią do początku Kanału Woźnawiejskiego i w zależności od sytuacji popłynąć do Dębowca i spłynąć do Biebrzy starym korytem Ełku lub zrobić skrót Kanałem Woźnawiejskim.

Do tego tekstu powróciłem po trzech latach i dwóch następnych wyprawach. Jest na tyle składny, że nie będę go zmieniał, a uzupełnieniem będą kolejne relacje. Gdy nie masz mapy Biebrzy w głowie, to przed lekturą sięgnij po nią - wszystko będzie wtedy jak na dłoni. A teraz pora na czarowne klimaty.

Wyprawa na Biebrzę była w planach już od kilku lat, ale jak dotychczas, sprowadzała się do ustalania wariantów trasy, kupowania kolejnych przewodników i mapek. Pociągała rozległość w miarę dzikich i niedostępnych terenów. Koniec końców wyruszamy. Docelowym punktem na mapie Polski był Lipsk nad Biebrzą, z którego tradycyjnie rozpoczyna się większość spływów tą rzeką.