Pierwsza Samotna Wyprawa Pisią Gągoliną :)

Dzień pierwszy

Sam nie dawałem wiary, że to możliwe. A jednak... Jeszcze parę lat temu nie odważyłbym się wejść do wody w naszej 'Pisiuarze" a tu proszę - spływ Pisią. Komitetu pożegnalnego nie było, chętnych do wspólnej eksploracji również, ale słowo się rzekło - trzeba płynąć.

Pełna mobilizacja sił, szybka decyzja i w piątek 23 lipca 2010 roku, w starym żyrardowskim parku woduję swoją łódeczkę i ruszam w nieznane.

Decyzja podjęta została szybko. Wiedzieliśmy, że mamy tylko siedem dni pomiędzy moimi zawodowymi obowiązkami a koniecznością powrotu do domu i pracy. Wiadomo było co i kiedy, pozostało pytanie - gdzie? Demokracja demokracją - w końcu stanęło na Warcie. Ruszamy z Częstochowy, płyniemy w górę rzeki (nie ukrywam, że pierwotnie liczyliśmy na to, że dotrzemy do Konina - ale wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy ile to kilometrów).

W rezultacie pospiesznych zakupów dokonanych w poznańskim MPiK'u nabyliśmy przewodnik Marka Lityńskiego - Warta i z nim w ręku rozpoczęliśmy "oglądanie" trasy.

Witek jest miłośnikiem pływania długodystansowego (raz do roku - zupełnie jak "... w Skiroławkach". Po ubiegłorocznyn dystansie 165 km w 24 godziny w tym roku padło hasło 177 km w 24godziny. Dało się. Więc zapewne w przyszłym roku będzie 18?, a może od razu 200 km? Poniżej relacja Witka. Dodam, że przy ustalaniu terminu brana jest faza księżyca, który powinien być jak najbliżej pełni. Imprezy Witka nie są spływami w prawnym tego słowa znaczeniu - każdy płynie na własną odpowiedzialność, nie ma nikogo, kto byłby organizatorem i tym podobne. Warto się zmierzyć z dystansem. Polecam. I nie jest to bicie rekordów - nikt tego nie rejestruje.

Jak niektórym wiadomo, spłynąłem we wrześniu z Iznoty na Krutyni do Wieńca na Zgłowiączce k. Włocławka. Zamierzałem płynąć dalej, do zlewni Warty i kanałami Obry do Odry. Nic z tego nie wyszło, na Zgłowiączce za mało wody.

Dzień pierwszy

Dobrzy ludzie zaopatrzyli w rozmaitą spyżę na zakończenie spływu w Iznocie, odwiązałem sznurek i hajda dalej. Wkrótce już Bełdany. Patrzę, no jest duże ale żeby aż tak... to nie. Wiaterek na 2B w pysk, no więc do drugiego brzegu i kombinuję. Ruch na wodzie duży, jakieś pasażery pływają, jachty wszelakie tu i tam. Dopływam mocno po południu do Śniardw. W lekkim strachu no bo ta rozległość.. Ale nie jest źle. Rozmiary rzeczywiście imponujące komuś z Niesłysza, ale drugi brzeg widać świetnie, falka taka na 20-25cm i wiatr w pysk of course. Pomachałem pagajem do wieczora jadąc wzdłuż trzcinowisk sięgających na paręset m w jezioro i dobiłem na nocleg w Niedźwiedzim Rogu.

Via Bachotica Maxima - duża pętla jezior brodnickich

Tekst przesłany przez Janusza, który na wiosennym kanu rande wu przeszedł prawdziwy chrzest bojowy. Po zakończeniu imprezy wyruszył wraz ze swoimi pociechami - Dobrosławą i Krzesimirem - na dużą pętlę jezior brodnickich. Niezwykle przydatny okazał się składany wózek kajakowy (proudly made in Poland by PROHAMOT - tel. 081 ... 7517170, This email address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it.), który, gdy pozwalają na to warunki, stanowi szybszą i wygodniejszą alternatywę do tradycyjnego portażu. A oto relacja Dobrosławy.

fot. J. Michalski

Wybierając się na II zlot nieformalnego Stowarzyszenia Kanuistów do Pisza postanowiliśmy po drodze zahaczyć o Omulew – dosyć mało popularny szlak wodny. Inspiracją był artykuł w jednym z magazynów turystycznych, w którym wspomniano o tej rzece z komentarzem, że szlak jest to szlak bardzo uroczy.

W przeddzień wyjazdu kupiłem mapę topograficzną 1:100000 N-34-89/90 Szczytno na której pokazany jest górny odcinek rzeki Omulew wypływającej z, jakżeby inaczej, Jez. Omulew.

- Na szlaku Omulewa. Błękit w górze, błękit w dole... Tak, kanu może urzekać.

Takie zdjęcie można zresztą zrobić w dowolnym miejscu.