Co roku w wakacje pływam z moją siostrą i jej rodziną z Niemiec. Zawsze dołączają do nas jej lub moi znajomi. Tym razem (7-17 sierpnia 2011) wybraliśmy się na Wdę.

Schemat każdego dnia spływu jest zawsze taki sam (na wszystkich moich spływach). Pobudka o 7:00. Gotowanie wody w Kelly Kettlu do termosu i śniadanie. W czasie śniadania jeszcze raz gotujemy wodę na drogę. Na wodzie jesteśmy o 10:00. W południe przerwa na kawę i przekąskę. O 17:00-18:00 dopływamy do biwaku. Rozbijanie obozu i szykowanie kolacji. Tym razem gotowaliśmy na składanym białoruskim grillu. Dzięki takiemu rozwiązaniu zużywa się mniej drewna, szybciej gotuje i - co ważne - takie przenośne ognisko można rozpalić w dowolnym miejscu (bezpiecznie i bez pozostawiania śladów). Od paru lat gotuję tylko na drewnie. Oczywiście mam też ze sobą na wszelki wypadek kuchenkę na paliwo płynne.

Po przejechaniu 1o km od naszej dzisiejszej miejscówki noclegowej okazuje się, że po lewej stronie przed mostem jest parking z wiatą - można się spokojnie rozbić i pichcić w suchym otoczeniu. Po prawdzie przy wiacie trafiamy na niezłe śmietnisko (po raz pierwszy w Szwecji czujemy się jak w Polsce), ale trudno - widać Szwecja też nie jest idealna :) My na szczęście ograniczyliśmy się tu do śniadania, wysuszenia namiotu i przepakowania przed dzisiejszym pływaniem.

Dzień 1

… Jest 12.3o - jesteśmy w Fulunas, czyli miejscu w który zbiega się Goran i Fulan i mamy już za sobą małe rozpoznanie tego jak wygląda to połączenie z punktu widzenia pływania po nim. A wygląda całkiem sympatycznie, oczywiście pomijając fakt, że nasz Yoho z wszystkimi rzeczami jest średnio manewrowy jak na takie warunki :\

Tydzień na Kanu na Rzece Francuskiej (French River), Ontario, na Południe od Jeziora Nipissing, 3 - 8 Lipiec 2011 roku.

W moim ostatnim blogu o podróży po French River pisałem, że French River, Rzeka Francuska, jest jak magnes i wyjazdy w jej okolice są zawsze ogromną przyjemnością. Minął mniej niż rok i znowu ją odwiedzam!

W niedzielę, 3 lipca 2011 roku (długi weekend Canada Day - Dzień Kanady) przybyliśmy do resortu Wajashk, położonego w Rezerwacie Indiańskim "Dokis". Na molo spotkaliśmy rosyjską parę, która zakończyła swoją wycieczkę na kanu; bardzo narzekali na komary, ale puściłem ich słowa mimo uszu, bo większość osób narzeka na komary - i większość zwykle przesadza.

Rzeka French River działa na mnie niczym magnes - nigdy nie mam dość pływania na niej! Zresztą przedtem nie pływałem po tej części tej rzeki, tak więc chociaż technicznie pływaliśmy po tej samej rzece, faktycznie było to dla nas coś zupełnie nowego - jakby nie było, jest to długa, kręta i rozwlekła rzeka!♥

O historii tej rzeki pisałem poprzednio w moim blogu, tak więc nie będę się tutaj raz jeszcze powtarzał.

To pierwsza z trzech (jak dotychczas) relacji z wizyt Jacka nad French River, kolejne sukcesywnie w ciągu kilku najbliższych dni.

Trochę Historii

Rzeka Francuska (French River) jest położona około 300 km na północ od Toronto; swój bieg zaczyna w jeziorze Nippising i uchodzi do zatoki Georgian Bay, stanowiącej część jeziora Huron. Jej całkowita długość wynosi około 110 km. Ponieważ przepływa przez Tarczę Kanadyjską (Canadian Sheld), jej brzegi są uformowane z bardzo ciekawych skał polodowcowych oraz znajduje się na niej ogromna ilość skalistych wysepek i bardzo oryginalnych skał o różnorodnych kształtach.

Parę lat temu próbowałem zorganizować dla młodzieży spływ Drawą. Niestety młodzi nie bardzo byli chętni. Spływ się odbył, ale grupa była mieszana wiekowo. W tym roku zapadła więc decyzja, by zorganizować rodzinny spływ kanu. Najmłodszy uczestnik miał 9 lat, najstarsi byli sześćdziesięciolatkami.

Kanu (polietyleny Old Town i Rainbow) wypożyczyliśmy w Swornegaciach (www.kajaki-kaszuby.pl). Wypożyczalnia ma nad samą Brdą swoje pole namiotowe (wiaty, sławojki, prysznic i umywalki z ciepłą wodą).

Subcategories