Parę lat temu próbowałem zorganizować dla młodzieży spływ Drawą. Niestety młodzi nie bardzo byli chętni. Spływ się odbył, ale grupa była mieszana wiekowo. W tym roku zapadła więc decyzja, by zorganizować rodzinny spływ kanu. Najmłodszy uczestnik miał 9 lat, najstarsi byli sześćdziesięciolatkami.

Kanu (polietyleny Old Town i Rainbow) wypożyczyliśmy w Swornegaciach (www.kajaki-kaszuby.pl). Wypożyczalnia ma nad samą Brdą swoje pole namiotowe (wiaty, sławojki, prysznic i umywalki z ciepłą wodą).

Każdy dzień spływu był do siebie podobny. Pobudka o 7:00. Kto wstał wcześniej gotował do termosów (w sumie 8 litrów) wodę w Kelly Kettlach. Potem śniadanie (indywidualnie choć ze wspólnych produktów). Po jedzonku gotowanie wody na drogę (przydały się dwa duże termosy), pakowanie i zwijanie obozu. Następnie Msza św. i w drogę. Na wodzie byliśmy o 10:00. W południe przerwa na kawę i przekąskę. O 16:00-17:00 dopływaliśmy do biwaków. Rozbijanie obozu i sprzątanie kanu. Ok. 18:00 robiliśmy wspólną kolację (szykowaną w kociołku na ognisku). Na noc zawsze spinaliśmy kanu (łańcuch z kłódką) - strzeżonego Pan Bóg strzeże. Nie tyle obwiałem się kradzieży ile raczej wygłupu w stylu „spuścimy im w nocy łódki na rzekę”.

Niedziela - Swornegacie - 14 km

Wyruszyłem z Zabrza wcześnie rano. Przede mną szmat drogi i atrakcje polskiej szosy. Na szczęście jest niedziela i na drogach mały ruch. Staram się unikać głównych tras. Niestety pogoda jest fatalna - niebo zakryte chmurami i ciągle pada. Jadę sam, co nie znaczy, że pustym autem. Mam zapakowany cały sprzęt biwakowy i jedzonko dla całej grupy. Wiozę nawet suche drewno - przy dzisiejszej pogodzie może się przydać (jak się później okazało, rzeczywiście się przydało). Do tego na dachu kanu, co pewnie stanowi niejaką atrakcję dla mijanych z rzadka przechodniów.

Po południu docieram w końcu na znajomy biwak nad Brdą. Parę osób z mojej grupy jest już na miejscu. Prócz nich czekają jeszcze dwie miłe niespodzianki: pierwsza - przestało padać; druga - wysoki stan wody na rzece.
Spływowicze powoli docierają na miejsce. Dostajemy też kanu z wypożyczalni. Niektórzy próbują już swoich sił na wodzie. Na 20 osób tylko pięcioro pływało już na kanu. Nasza flotylla liczy 9 kanu (w tym jedna trójka i moja jedynka) plus jeden kajak.

Poniedziałek - jez. Kosobudno - 13 km

W pierwszy dzień pakowanie szło nieco opornie, ale grupa jest zdyscyplinowana i wykazuje duże zaangażowanie w codziennych biwakowych obowiązkach. Kanu w końcu zapakowane - wyruszamy. Dzisiaj płyniemy w większości po wodzie stojącej, jest okazja, żeby poćwiczyć wiosłowanie i podstawowe manewry. Na jez. Witoczno łapie nas dosyć mocny wiatr. Na szczęście jezioro jest niewielkie i szybko dopływamy do wypływu Brdy. Wiosłowanie idzie składnie i dziarsko. Jestem mile zdziwiony. Jak na nowicjuszy wszyscy radzą sobie bardzo dobrze. Około 16:00 lądujemy na biwaku nad jez. Kosobudno. Jest to mój ulubiony biwak na Brdzie. Dobre wyjście z wody, wiata na ognisko, czysty kibelek, woda źródlana i przede wszystkim spokój.

Brda, kanu, spływ

Pole namiotowe w Swornygaciach

Brda, kanu, spływ

Pole namiotowe nad jez. Kosobudno

Wtorek - Rytel - 18 km

Jeziora zaporowe mają to do siebie, że się ciągną. Na szczęście mają swój początek, ale jeszcze bardziej mają swój koniec. Na nieszczęście tenże koniec jest z reguły niespływalną zaporą. Jakby tego było mało, zazwyczaj zapory bywają też trudnoobnośne. Oficjalna przenoska w Mylofie jest stromo-upierdliwa (z akcentem na to pierwsze). Niby można lewą stroną, ale wtedy z przenoski robi się już mały portaż (chyba, że przenieść łódki po schodach przez teren elektrowni). Przy zastosowaniu wózków i technik taternickich udało nam się jednak dosyć szybko przerzucić załadowane kanu z wody górnej na wodę dolną. Późnym popołudniem lądujemy na biwaku za Rytlem. Kolejny biwak godny polecenia: wiaty, woda z pompy i sławojka.

Brda, kanu, spływ

Przenoska w Mylofie

Brda, kanu, spływ

Za zaporą z Mylofie

Brda, kanu, spływ

Nie ma jak gry planszowe

Środa - Gołąbek II - 29 km

Nareszcie koniec jezior. Jest rzeka, jest nurt i są wywrotki. Na szczęście nie było liczby mnogiej a pojedyncza i to nie w całości. Co prawda sternik wylądował w wodzie, ale kanu pozostało do dołu dnem.

Cieszyłem się na biwak w Woziwodzie. Zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie rok temu. Niestety w tym roku było inaczej. Pole namiotowe zostało dofinansowane unijnymi dotacjami (nie tylko to jedno, jak miało się okazać). Dotacja miała ulepszyć biwak na tzw. odcinku kajakowym. Pieniądze wydano, faktury podpisano, tylko z turystyką kajakową nie miało to nic wspólnego. Namiotów blisko rzeki nie da się rozbić (teren jest bardzo nierówny).  Odpowiednie miejsce pod namioty jest oblegane przez turystów zmechanizowanych. Cena też podskoczyła: 16 zł od osoby. Niby w cenie jest ciepły prysznic, ale najpierw trzeba się do niego dopchać.

Pożegnaliśmy Woziwodę bez żalu. Z zeszłego roku pamiętałem, że parę kilometrów dalej jest fajny biwak w lesie. Co prawda na wysokiej skarpie, ale jakiś taki urokliwy był. Ano właśnie… był. Do Gołąbka II bowiem również dotarły unijne pieniądze. Sporo wybudowano. Są wiaty w miejscami na ognisko (niestety należy je wcześniej zarezerwować, jeśli jest kilka grup). Jest budynek z sanitariatami z ciepłą wodą. I są wiaty na kajaki. Zauważyłem je już w Woziwodzie. Absolutna nowość i hit sezonu. Coś jakby przyczepa na kajaki tylko bez kół i pod dachem. W Woziwodzie były blisko rzeki (choć i tak daleko od miejsca wyciągania kanu z wody). Ale w Gołąbku były na samym polu namiotowym, które - przypomnę - jest na wysokim brzegu. Nijak nie można łódek wciągnąć do góry. Niby w przyszłym roku mają dobudować windę (sic!). Kolejny przykład wyrzuconych pieniędzy. Lepiej byłoby wybudować parę normalnych wiat, niż nikomu niepotrzebne zadaszone przechowalnie kajaków.

Brda, kanu, spływ

Na szlaku Brdy

Czwartek - Piła Młyn - 19 km

Rano czekała nas niemiła niespodzianka. Wczoraj po 22 grupa młodzieży i nauczycieli z ZSO nr 5 w Bydgoszczy urządziła sobie koncert karaoke. Nie wszystkim przypadło to do gustu. Jacyś kajakarze postraszyli ich policją i to w końcu poskutkowało. Niestety kajakarze z Bydgoszczy myśleli, że to my i rano zgotowali nam bardzo chamskie pożegnanie. Powtarzało się to cyklicznie ile razy spotykaliśmy się na rzece. Doszło do tego, że kiedy jedna z naszych osad miała spore problemy przy zwalonym drzewie, to Bydgoszczanie stojący na brzegu nie dość, że im nie pośpieszyli z pomocą, to jeszcze bardzo nieładnie  ich potraktowali. Wszystko to przy akceptacji nauczycieli. No cóż… bywa i tak.

Dopłynęliśmy do mostu blisko Piły Młyna. Tam czekał nas transport do Swornegaci. Aha, po drodze było Piekiełko (niby takie trudne miejsce na Brdzie), ale jakoś go nie zauważyliśmy.

Brda, kanu, spływ

Most kolejowy linii Tuchola-Wierzchucin

Piątek - Zbrzyca - Laska - 19 km

Rano zostaliśmy przetransportowani do Parzyna. Płyniemy Zbrzycą, moją ulubioną rzeką w Borach Tucholskich. Na szczęście jest wysoki stan wody i na początkowym odcinku rzeki nie trzeba kanu holować. Przy zniszczonym młynie leży na brzegu drewniane kanu. Rok temu też tak sobie leżało. Przenoska przy młynie jest krótka i mocno zaśmiecona.

Zbrzyca niesie nas wartko do Kaszuby. Tam kolejna łatwa przenoska i znowu dalej. Kolejna szybka przenoska jest przy tartaku w Milachowie. A potem labirynt przed jez. Milachowo. Na ostatnią osadę czekałem na jeziorze prawie godzinę. Do tego zaczął siąpić deszcz. W zasadzie Zbrzyca nie wpływa do jeziora, tylko o nie zahacza. Wystarczy to jednak żeby zabrać ze sobą zieloną wodę jeziorną (niestety jezioro kwitnie).

Dzień kończymy na polu namiotowym w Lasce. Pole działa od zeszłego roku. Są wiaty, jest buda pełniąca rolę baru, no i  jest śliczny domek z sanitariatami. W cenie noclegu jest prysznic z ciepłą wodą. Są nawet alarmy dla niepełnosprawnych, ale nie ma tak prostej rzeczy jak wieszaki na ubrania.

Brda, kanu, spływ

Niska kładka gdzieś na Zbrzycy

Brda, kanu, spływ

Kolejny niski mostek na Zbrzycy

Brda, kanu, spływ

Deszczyk na jez. Milachowo

Sobota - Zbrzycą do Swornegaci - 14 km

Droga wodna z Laski do Sworów: jez. Laska (pokryte kołderką łabędzich piór) - jez. Księże - jez. Długie - zakręt o 180 stopni - jez. Parszczenica - jez. Śluza - rzeka właściwa - jez. Witoczno. I to w zasadzie tyle opisu. Na szczęście nie było wiatru, prawie w ogóle.

Brda, kanu, spływ

Jez. Laska

Brda, kanu, spływ

Autor na jez. Laska

Brda, kanu, spływ

Drzemka na jez. Parszczenica

Niedziela - Chocina - 13km

Jako, że zaoszczędziliśmy jeden dzień, spłynęliśmy jeszcze Chociną. Niektórzy niestety musieli wcześniej wracać do domów (jutro do pracy), reszta pojechała jednak do Chocińskiego Młyna. Przed nami niby 4 godziny płynięcia. Niby, bo płynęliśmy 2,5. Jak opisać szlak Chociny? Bardzo prosto (choć w zasadzie pokrętnie): zakręt, zakręt, mostek; zakręt, zakręt,  niski mostek; zakręt, zakręt, bardzo niski mostek - tak przez 11 km. Spływ kończymy w Sworach. Zdajemy łódki i rozjeżdżamy się każdy w swoją stronę.

Brda, kanu, spływ

Prywatna posiadłość nad Chociną

Bonus - Bałtyk

Ja wyskoczyłem jeszcze na trzy dni nad Bałtyk. W Starym Dziwnowie urlop spędzał mój rodzony brat i znajomi z rodzinami. Dołączyłem do nich. Główną atrakcją pobytu było przybrzeżne pływanie na kanu po bałtyckich falach (szkoda, że były niewielkie). Uciechy co niemiara. Takie swoiste falowanie i spadanie, falowanie i spadanie. Jeśli ktoś będzie z kanu blisko morza, warto spróbować.

Dodam jeszcze, że powrót do Zabrza odbył się tradycyjnym wariantem drogowym, czyli przez Berlin. I to by było na tyle.

Brda, kanu, spływ

Pack w roli dwójki

Brda, kanu, spływ

Bałtycka fala (falka raczej)

Brda, kanu, spływ

Mateusz Smolarczyk OFM

Przydatne mapy i opisy:

______________________________