Wieczorem docieramy cała ekipą do stanicy wodnej w Zgonie nad Jeziorem Mokrym. Droga zabrała trochę więcej czasu niż przypuszczaliśmy, więc integracja już jest w toku. Przy blasku ogniska powoli rozpoznaję twarze znajome i nieznajome (póki co). Liczenie łódek zostawiamy na rano, a tak jest o czym porozmawiać ze wszystkimi, natomiast nie staje czasu, który jak się okaże i później był w wielkim deficycie. Grzegorz szefujący stanicy przyjął wszystkich gościnnie; część z uczestników przyjechała kilka dni wcześniej i zlotem kończyli dłuższy wypad na Mazury. Miałem sam podobne plany, ale ten czas...

Posiady nocne trwały przy ognisku do białego rana. Pierwsze poranne ptaszki witane były gorącą herbatą ze słynnego już na całą Polskę rafałowego czajnika. Nad całym jeziorem zaległa gęsta mgła. Kto się obudził, to przeżywał rozczarowanie - wczorajsze prognozy i wieczorne gwiazdy (poparte chciejstwem) zapowiadały piękną, słoneczną pogodę, a tymczasem słychać było krople deszczu padające na namiot. Dopiero po wyczołganiu się z niego okazywało się, że to tylko kapie rosa z drzew, więc alle.

Rafał zaprezentował wszystkim swoją kolekcję wioseł. Oj, było na co popatrzeć, każdy mógł poczuć i finezję wykonania i jak dany uchwyt układa się w dłoni. Miałem okazję wiosłować niektórymi z nich. To są po prostu bardzo dobre wiosła!

O 9:30 ostatnie osady odbijały od brzegu. Zabrakło zdecydowanego dowodzenia (puk, puk, mea culpa) i bractwo rozpełzło się po całym jeziorze, co uniemożliwiło zrobienie wspólnego zdjęcia. A warunki były - poranna mgła już się rozpłynęła, błękit nieba, nieco białych cumulusów,  tak, łódki pięknie się prezentowały.

A było na co popatrzeć:

  • Radek na nowym Huronie (listewki/epoxy),
  • Wojtek na świeżo nabytym Grummanie 17 (aluminium - klasyk)
  • stadko Prospectorów (w tym jedna siedemnastka Krzysztofa Pandy),
  • Akweny od DIUNY dla tych, co nie mieli własnej łódki na podorędziu,
  • Apacz II, ujeżdżany przez Adama z WIOSŁA
  • flagowy Prospector z DIUNY (listewki/epoxy)
  • polietyleny (sandwich) Old Town i Lettman.

Opis wiosłowania w cud pogodzie z lekkim odcieniem złotej polskiej jesieni - albo się przeżyło i "sie wie", albo jeszcze jest to do odkrycia. Pierwszy etap - Jezioro Mokre - pokonujemy z leciutkim wiatrem w plecy. Potem przenoska i przed nami Jezioro Krutyńskie - czysta woda, jednym słowem bajer. Wpływamy na najpiękniejszy odcinek Krutyni. Pozdrawiamy dzielnych sztokerów i leciwych pasażerów pychówek płynących pod prąd. To jest już cały ceremoniał i widać, że jest to miły akcent dla obu stron. Na popasik zatrzymujemy się w Krutyniu. Po godzinie wyruszamy w dalej. Jest już po sezonie i mam porównanie, jak jest teraz cicho - zaledwie kilkanaście kajaków - w stosunku do tego, jak tu jest w pełni sezonu (byłem tutaj w połowie lipca). Po drodze przesiadam się z Grummana na Apacza. Różne łódki, trzeba się przez chwilę przyzwyczaić. Późnym popołudniem docieramy do pola biwakowego w Ukcie.

Bardzo sympatycznie, dla chętnych była również sauna (10 zł). Pod wieczór trzeba było jeszcze poszukać spóźnialskiego, co nieco okroiło chwilę przy ognisku. Nazajutrz rano musiałem wracać - reszta ekipy miała jeszcze przed sobą etap do Iznoty. Z tego co wiem, wszystko przebiegło spokojnie, dopasowując się do pięknej pogody. Trochę krótko, ale ten niedosyt będzie za pół roku apetytem na zlot jubileuszowy. Trzeba będzie pomyśleć nad jego formułą. 

Nieco o kosztach:

Noclegi uzgodniono na 7 zł od głowy za noc (własny namiot), do tego doszło 2,50 od głowy za transport. Czyli te koszty w stosunku do pozostałych (dojazd, popu) były niewielkie.

O wynalazkach Siacha:

Siacho zaprezentował na zlocie dwa swoje nowe wynalazki:

  • Wiosło CEP (si-i-pi) - machając nim właściwie wcale się nie męczysz,

  • Prostownik kursowy, który poprawia efektywność i estetyczność wiosłowania o co najmniej 78%. Sprawdzono skuteczność - 100%, a komu nie działa, ten kiep.

    W ramach promocji do swoich arcydzieł (łódki ładne i ładniejsze, wiosła itp.) Siacho dodaje extra wakacje (od 5 do 21 dni). gwarancji na swoje wyroby nie daje, jak podkreśla, nie z powodu złej jakości wyrobów, ale dla zasady. Informacje i zamówienia: tel.: 071 3924187

O wyczynie Jacka:

Jacek z Zielonej Góry przyjechał na zlot samochodem, a wraca w kanu. Przedostatnie wieści  - minął już Warszawę. Jacku, czekamy na twoją relację. 3-manko i stopy wody pod wiosłem.